 |
To byly lata przed I wojną światową. Początek XX wieku. W Warszawie panoszyli się Rosjanie.
I Zamek był w ich władaniu, i zegar... Musieli dbać jakoś o mechanizm, bo zegar wciąż chodził.
Losy zegara na początku XX wieku wymagają wyjaśnienia.
Na Plac Zamkowy można było, w tych czasach, dojechać konnym tramwajem. Kolumna Zygmunta otoczona była kamienną balustradą, a na placu stały ławki, gdzie można było przysiąść i podziwiać Wieżę Zygmuntowską z zegarem. Brukowany plac ozdobiony był niskim żywopłotem i kilkoma drzewkami. Wieczorem zapalano latarnie gazowe, których światło nie sięgało tarcz zegarowych i w nocy nie można było odczytać wskazań. |